Awarowie

 Wielu dzisiejszych badaczy (a i dawniej wcale nie bywało lepiej) przejawia skłonność do krytyki wiarygodności dawnych źródeł, relacji historyków i zapisków kronikarzy w oparciu o metodologię "misia". - "Mi się" wydaje, że źródło jest tendencyjne, niedoinformowane, napisane przez nieogarniającego rzeczywistości bęcwała albo złośliwego kłamcę. No bo skoro dziś świat pełen jest fake newsów i ordynarnej propagandy (vide Katyń to sprawka Niemców, a Bucza Ukraińców), to tak samo było w przeszłości. Dlatego też "misie" różnej proweniencji nieustannie w swej pracy naukowej (???) puszczają w świat publikacje z argumentami typu - Herodot, Tacyt, al-Masudi, Yuanshi, Kadłubek, Machiavelli, Jan Chryzostom Pasek są niewiarygodni, jeśli tylko to, co piszą nie pasuje do koncepcji "misiów".

No bo przecież wszyscy wiemy, że dawny historyk, kronikarz, pamiętnikarz pisał głupoty albo i zmyślne kłamstwa, bo jego celem było przecież utrudnianie pracy przyszłym badaczom akademickim. Stąd też humanistyczne nauki (nauki???) pełne są dziś interpretacji przeszłości tworzonych przez "misiów", a im kto jest większym "misiem", tym większy prestiż w środowisku. No i udowodnij takiemu, że trzeba dowodów i argumentów, żeby wykazać niewiarygodność dawnych tekstów, że tak jak w sądzie panuje zasada domniemania niewinności, tak w badaniu przeszłości panuje zasada domniemania wiarygodności.

"Przecież to nie pasuje do moich założeń, wydaje "mi się" więc nieprawdziwe". - ostateczny argument.

Na szczęście w naszych czasach w świat humanistycznych "misiów", pogromców bajkopisarzy coraz częściej wkracza twarda nauka. W obecnym stuleciu badania DNA, osobników żywych populacji, jak i starodawnego, pozyskanego ze szczątków istot dawno zmarłych (istot, bo nie tylko ludzkie DNA oświetla historię ludzkości, ale także DNA psa, winorośli, konia, ryżu czy wszy odzieżowej) dostarcza młota na "misie". I najczęściej okazuje się, że to dawne źródła mają rację, a nie "misie" z instytutu badawczego.

Jednym z takich przykładów może być kwestia pochodzenia Awarów. Ta koczownicza społeczność pojawiła się nie wiadomo skąd w pontyjskich stepach w 559 r., zwróciła uwagę swoim niezwykłym strojem i fryzurą (pół głowy wygolone, reszta włosów zapuszczona i spleciona w warkoczyki), skutecznie opanowała Panonię, czyli dzisiejsze Węgry (gockich Gepidów zniszczyli wraz z germańskimi Longobardami, co na tychże Longobardach zrobiło takie wrażenie, że natychmiast wyemigrowali do Italii). Awarowie popędzili też masy Słowian do inwazji na Bałkany, dużo bardziej skutecznie niż generał Gromow moskiewskich poborowych do ataku na Ukrainę. Dali się też Słowianom mocno we znaki, stąd do dziś mamy w języku polskim wyraz "olbrzym" utworzony od etnonimu Awar. Możliwe że i francuskie "ogre" jest od Awarów, choć tu Węgrzy "Ugrowie" są bardziej prawdopodobni.

No i skąd ci Awarowie pojawili się w Europie? W 1758 r. pierwszy nie-jezuita czytający chińskie kroniki dynastyczne Joseph de Guignes w dziele "Histoire generale des Huns, des Mongoles, des Turcs et des autres Tartares occidentaux", postawił tezę, że Awarowie to uchodźcy z protomongolskiej konfederacji plemiennej, zwanej po chińsku Ruanruan (Robaki), rozbitej i eksterminowanej w latach 552-555 przez Turków. Wysłańcy pokonanych na mongolskich stepach mieliby cztery lata później pojawić się w Konstantynopolu.

Swoją hipotezę de Guignes wysunął wyłącznie na podstawie źródeł pisanych. Chińskich źródeł oraz zachowanego u Teofilakta Symokatty listu tureckiego qagana do cesarza Maurycjusza. Niektórzy badacze zaakceptowali jego obserwację. Ale pojawiło się też stado "misiów" - "mi się to wydaje nieprawdopodobne, żeby Awarowie byli z Mongolii, bo przecież". I zaczęła się w historiografii kwestia awarska. 250 lat pisania, skąd by ci Awarowie mogli być.

Na szczęście do świata humanistów wkracza nauka. Kilka dni temu genetycy opublikowali badania DNA elit awarskich z Panonii. I wyszło jednoznacznie, że, o ile pospolici Awarowie, byli rozmaitego wschodnioeuropejskiego pochodzenia, o tyle ich elity były czysto mongolskiego, a dokładniej wschodnio-mongolskiego, z Mandżurii czy pogranicza Korei. I tę czystość pochodzenia zachowywali tak długo, jak długo zachowywali władzę w Panonii (endogamia). Gdy cesarz Karol po 800 r. podporządkował ich swej władzy, mongolscy Awarowie, pozbawieni kontroli nad ordą, zniknęli w słowiańskich masach zajmujących wówczas Panonię.

Kurtyna. Średniowieczni dziejopisowie i de Guignes mieli rację. "Misie" przegrały kolejną bitwę ze źródłami. Ale spokojnie. "Misie" wrócą, bo przecież argument "mi się wydaje" to najszybsza i najkrótsza droga do naukowego (naukowego????) sukcesu w humanistyce. I publikacji za 2000 punktów też.

https://www.cell.com/cell/pdf/S0092-8674(22)00267-7.pdf?fbclid=IwAR16rAPLNORjgQsou7WPBv4WGxnE_zXM8Rk50aYlxDFQrU9_GdCd_guD3Pc

https://kopalniawiedzy.pl/Awarowie-elita-Kotlina-Panonska,34955?fbclid=IwAR16rAPLNORjgQsou7WPBv4WGxnE_zXM8Rk50aYlxDFQrU9_GdCd_guD3Pc




Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Lista audycji kanału Gościwit Malinowski – Podcast INTERPRETACJE

Na Ukrainie

Gościwit